ludzie... sztuka... ludzie sztuki w fotografii
RSS
piątek, 28 listopada 2008
MIEJSCA MAGICZNE

Urodziłem się we Wrocławiu, który ponownie polski, był od niespełna czterdziestu lat. We Wrocławiu, którego najstarsi mieszkańcy swoje wspomnienia z dzieciństwa wiążą z różnymi miejscami w Polsce, na Ukrainie, Litwie czy Rosji, ale nie z tym miastem. Zdecydowana większość np. architektury to pozostałości po niemieckich gospodarzach.

Budynki zostały, ale ludzi mających tutaj swoje korzenie, przedwojenne wspomnienia związane z moim miastem, nie ma. Owszem przyjeżdżają czasami w zorganizowanych grupach zza zachodniej granicy staruszkowie, mający w paszportach jako miejsce urodzenia wpisane Breslau, ale tylko na chwilę. Oglądają, wspominają i wyjeżdżają.

 

Dlatego wciąż robią na mnie wrażenie miejsca, które nieprzerwanie żyją własnym życiem od przeszło stu lat i nic się w nich nie zmienia. Oczywiście nowa farba na oknach i kwiaty w wazonie nie są te same, ale już nazwisko właściciela tak.

Na Wyspach takich miejsc jest wiele, ale niektóre są wyjątkowe – magiczne.

 

William Armstrong & Son to nie jest zwykły sklep z używaną odzieżą. I chociaż od 1840 roku w tym samym lokalu można kupić ubrania z drugiej ręki, to nie dlatego urzeka mnie jego wyjątkowość. Na nowego właściciela czekają tu ciuchy z niesamowitą historią. Kurtki lotnicze RAF-u z II Wojny Światowej, eleganckie fraki, wełniane, kolorowe kilty, zdobne suknie z przełomu wieków, przeróżne oryginalnie stare i znoszone nakrycia głowę, bibeloty dam dworu królewskiego – to one tworzą klimat tego miejsca, stanowią o jego wyjątkowości. Firmową tajemnicą jest sposób zdobywania ubrań i wszelakich precjozów, a ceny nie odstraszają, szczególnie, kiedy pomyśli się o ich niepowtarzalność.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W mniej egzotycznej atmosferze, za to w ciszy i skupienia całymi godzinami można przeglądać grzbiety książek w Armchair Books.

To kolejne miejsce z długą tradycją. Na niewielkiej przestrzeni zgromadzono zbierane  przez lata dziesiątki tysięcy książek. Wylewają się one z każdego zakamarka antykwariatu. Są to dosyć nowe wydawnictwa dostępne od kilku funtów oraz wolumeny oprawione w skórę ze złoconymi literami, mające po sto i więcej lat już trochę droższe. Porządku na półkach strzegą pluszowe misie opierające się o najróżniejsze tytuły w kilku językach.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bogactwo kolorów, różnorodność przedmiotów oraz sposób ich eksponowania, czyli tak naprawdę brak tego sposobu, bo wszystko jest wszędzie – to krótka charakterystyka Courtyard Antiques. Cokolwiek by nam nasza fantazja podpowiedziała, a co było wyprodukowane przed pięćdziesięciu laty i dawniej, to jest wielkie prawdopodobieństwo, że tutaj znajdziemy. Poczynając od podstawowych sprzętów domowych: mebli, naczyń, ozdób, poprzez zabawki, wszelkiego rodzaju precjoza kolekcjonerskie, na broni białej, palnej i mundurach Gwardii Królewskiej kończąc – wszystko to zachwyca swoją funkcjonalnością i precyzyjnym, artystycznym wykonaniem, teraz już niespotykanym.

Tę wyjątkową kolekcję budowano trzy pokolenia. Dziad obecnego właściciela zbierał wszystko celem wymiany albo odsprzedania, i tak już zostało. Na dwóch piętrach starego domu, tysiące przeróżnych przedmiotów kurzy się porozstawianych w nieładzie, który nie przeszkadza właścicielowi doskonale w nim się poruszać i odnajdywać to, czego akurat szuka. To istne muzeum, jednak tutaj wszystko można dotknąć, przymierzyć albo wypróbować, aby później już tylko się targować, kiedy zapragniemy to mieć, tylko po to, aby cieszyć tym oczy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

21:50, mat-guru
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17